Stressss

Bardzo się stresuje rozmową kwalifikacyjną. Sama nie wiem dlaczego, bo przeważnie przychodzę w miarę spokojna. Może wynika to z tego, że stanowisko jest bardzo atrakcyjne, powiedziałabym raczej - nawet nie jak z marzeń. Może dlatego, że przed chwilą zrobiłam półgodzinny niewyobrażalnie trudny test językowy. Może dlatego, że jadę na rozmowę sama do samego centrum Frankfurty, Mainhattanu :) C. wyjeżdża na dwa dni do Anglii i pech chciał, że wraca 3 godziny po mojej rozmowie. Ale cóż, spotkanie jest 13 czerwca, więc już mam z górki, to bardzo szczęśliwa data. Stresuje się, ale... jestem dobrej myśli. Zaskakujące jest to dla mnie :)

Więc, test napisany, CV przygotowane. Koszula wyprasowana - mimo, że spotkanie dopiero pojutrze.

Szpilki czekają w szafie.

Trzymam sama za siebie kciuki. Już widzę siebie za biurkiem... Ale... więcej nie powiem, żeby nie zapeszać. Pochwalę się całemu światu we czwartek, jak oficjalnie podam rękę nowemu pracodawcy i usłyszę słowa: welcome on a board!


6 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki :) Bedzie dobrze :) O jakie stanowisko sie starasz?
    A Manhattanu zazdraszczam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo, taki mały ten Manhattan, podrobiony, niemiecki, dlatego Mainhattan :]
    Trzymaj błagam, im więcej pozytywnej energii tym będzie lepiej :)

    A stanowisko... powiem tylko, że kierownicze :>

    OdpowiedzUsuń
  3. XXXXXXXXXXXXXXX trzymam mocno!!

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję :* bardzo ich potrzebuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze raz ściskam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń